Czcigodny Sługa Boży Angiolino Bonetta (18 września 1948 – 28 stycznia 1963).
„Moim powołaniem jest cierpieć aż do samego końca!”

Dla Angiolina momentem zwrotnym, jego gajem Getsemani, była szkoła zawodowa w Bresci, gdzie rodzina wysłała go na początku jesieni 1960 na kurs przysposobienia zawodowego. Była to dobra szkoła, zdrowe chrześcijańskie środowisko, w którym kształcenie młodzieży powierzono zakonnikom. Nie dane mu było jednak jej ukończyć.

Już na samym jej początku ciężko zachorował, w wyniku czego musiał mieć amputowaną nogę. Od początku jednak ten młody chłopiec był przekonany, że w modlitwie, w miłości do Matki Bożej, w cieple Eucharystii znajdzie siły, aby zachować uśmiech, aby czynić dobro, aby promieniować radością i nadzieją. W pokoju szpitalnym prowadził z innymi chorymi różaniec, a skoro tylko zaczął posługiwać się kulami, jął krążyć od osoby do osoby z misją krzewienia dobra. Dodawał otuchy, wyprowadzał z depresji, rozweselał.

Zbawienie dusz, zadośćuczynienie za zło grzeszników to codzienna myśl przewodnia tego chłopca obdarzonego sympatią i siłą wiary. 21 września 1962 Angiolino złożył śluby we wspólnocie Cichych Pracowników Krzyża. W następnym roku zmarł. Przed śmiercią zwrócił się do swojej mamy z pogodną pewnością: „Powiem ci, kiedy umrę. Zawarłem pakt z Matką Bożą. Kiedy nadejdzie godzina… Ona przyjdzie po mnie! Poprosiłem ją, abym przez Czyściec przeszedł na tym świecie. Kiedy umrę, polecę od razu do Nieba!”.