Jeśli naprawdę chcemy odkryć powód, dla którego cierpienie weszło do ludzkości, to musimy zwrócić uwagę na to, jak użyli swej wolności nasi prarodzice. Na nich powinniśmy spojrzeć, jeśli chcemy poznać tych, którzy są naprawdę odpowiedzialni za to, że cierpienie pojawiło się na świecie. Dzisiaj nie możemy zrobić absolutnie nic, aby oddalić od siebie cierpienie. Moglibyśmy zabronić mu wstępu w nasze życie w momencie próby, którą Bóg postawił przed naszymi prarodzicami, mając świadomość wszelkich konsekwencji.

Powód jest zawsze ten sam: Bóg Miłość Nieskończona chce być dobrowolnie ukochany przez każdego człowieka. Miłość jest wyborem, a nie nakazem. Prarodzice, odrzucając tę miłość, zaszczepili w ludzkim ciele bolesny cierń, który zaraża powoli, ale w sposób nieunikniony doprowadza każdego człowieka do śmierci.Cierpienie zatem nie zostało stworzone przez Boga, ono jest i pozostaje prawdziwą, rozpaczliwą bezużytecznością. To, co możemy zrobić, podążając za planem miłości objawionej ludzkości przez Boga, to przemienić cierpienie w środek wykupu dla siebie i innych.

Dla każdego stworzenia taka możliwość jest istotnym punktem jego własnej egzystencji, jeśli nie chce żyć w poczuciu “rozpaczliwej bezużyteczności” w dniu cierpienia, które niewątpliwie go spotka, i zakończyć życia w “rozpaczliwym zgorzknieniu”. Aby każdy z nas mógł odkryć to wezwanie, jakie Bóg kieruje do nas poprzez cierpienie, które staje się dla wszystkich najpełniejszym powołaniem, trzeba koniecznie rzeczowo zbadać i na zimno prześledzić drogą historii.
Tylko wtedy spotkamy Jezusa Chrystusa, który poprzez Krzyż wszedł w historię człowieka, aby zbawić wszystkich ludzi, zwyciężając swoją śmiercią i zmartwychwstaniem śmierć będącą konsekwencją grzechu, jaki wszedł w ludzką historię: “Gdzież jest, o śmierci twoje zwycięstwo? Gdzież jest, o śmierci, twój oścień?” (1Kor 15,55).

Na ostatniej wieczerzy Jezus powiedział: “Także i wy teraz doznajecie smutku. Znowu jednak was zobaczę, i rozraduje się serce wasze, a radości waszej nikt wam nie zdoła odebrać” (J 16,22). Naszym smutkiem była śmierć Chrystusa i jest nim także nasza śmierć ze wszelkimi jej konsekwencjami. Naszą radością jest zaś zmartwychwstanie Chrystusa i nasze przyszłe osobiste zmartwychwstanie, jako owoc śmierci i zmartwychwstania Jezusa Chrystusa: “znowu was zobaczę”, ponieważ po moim ukrzyżowaniu i śmierci powstanę, tak jak wiele razy to zapowiadałem podczas Mego życia i wtedy wasze serce się rozraduje i nikt już nie będzie w stanie odebrać wam tej radości, ponieważ w Moim osobistym zmartwychwstaniu jest gwarancja zmartwychwstania wszystkich ludzi.

Wszyscy, na mocy zasług Chrystusa, powstaną, choć dla każdego to zmartwychwstanie może być inne: zmartwychwstanie do życia albo zmartwychwstanie do śmierci.

Zmartwychwstanie do życia mówi o zwycięstwie nad grzechem i przezwyciężeniu cierpienia przeżywanego wraz z Chrystusem; zmartwychwstanie do śmierci mówi zaś o kontynuowaniu tego rozpaczliwego i wiecznego cierpienia, które wynika z życia poszukującego fałszywego szczęścia w lekceważeniu przykazań Ojca.

Człowiek ze swoim cierpieniem staje przed Bogiem i przed samym sobą i jest przez Boga zaproszony do odkrycia celu, dla jakiego został stworzony oraz celu cierpienia, które nieuchronnie weszło w życie każdego z nas.
Człowiek odkryje wtedy swoje własne powołanie do cierpienia, powołanie do włączenia własnego cierpienia w powołanie Chrystusa, Doskonałego i Wiecznego Kapłana, który wraz z całą ludzkością składa je Ojcu w ofierze adoracji, dziękczynienia, ekspiacji i pojednania.

źródło: Z pism Błogosławionego Luigiego Novarese (Człowiek wobec cierpienia,Ancora n. 7, 1983)