• Myśli Bł. Luigiego Novarese

    • Bóg, który dał nam wszystko przez ręce Maryi, niczego nie chce udzielić poza tym kanałem, świętym kanałem, kanałem pochodzącym wprost od Boga. Ona jest prostą drogą dla wszystkich, drogą krótką i wolną od pułapek.

Ks. Jan Kaczkowski – Odszedł do Pana mając 39 lat

 
 
 

Ks. Kaczkowski zasłynął głośnym wywiadem – o swoim życiu, zmaganiach z chorobą i polskim kościele, który później został opublikowany jako książka o wiele mówiącym tytule „Życie na pełnej petardzie”.

Duchowny od urodzenia borykał się z lewostronnym niedowładem i dużą wadą wzroku. Miał zdiagnozowany nowotwór nerki i glejaka mózgu. W 2004 roku założył Puckie Hospicjum Domowe. Trzy lata później nadzorował budowę Puckiego Hospicjum pw. św. Ojca Pio, którego został dyrektorem i prezesem zarządu.

Organizował też warsztaty z komunikacji i etyki dla studentów medycyny. Do pracy w hospicjach angażował tzw. trudną młodzież i osoby z problemami z prawem.

A oto jakie przesłanie wszystkim nam zostawił:

Walczcie o siebie.

Chciałbym wam powiedzieć jeszcze jedno: walczcie o siebie, nie dajcie się wdeptać kryzysom beznadziejności, chwilowej ciemności, walczcie o czyste sumienie i nigdy nie myślcie, że Bóg jest przeciwko wam.

Odczytuję moje chorowanie także jako pewien sens. Chcę być bardzo prawdomówny. Ten glejak czwartego stopnia, który bardzo źle rokuje, nie jest dla mnie niczym przyjemnym, ale też nie jest jakimś potworem i tragedią – jestem po prostu chory. Ani ze mnie żaden wielki bohater, ani jakaś wielka ofiara. To, co się dzieje w mojej głowie, każe mi wykorzystać ten nowotwór, żeby cały czas machać łapami i mówić to, co mi sumienie dyktuje w kontekście prawdy. I dobić do końca – zejść ze stanowiska księdza, kiedy taka będzie wola Pana Boga, i zrobić to godnie, w miarę sprawnie, z klasą. Amen.”

(„Grunt pod nogami”, Kraków, 2016)

Zacytuję również słowa o.Grzegorza Kramera, po tym jak dowiedział się, że ks. Jan odszedł do Pana:

Cieszę się, że mamy kolejnego Bożego Szaleńca po drugiej stronie.
Jan, bardzo Ci dziękuję za to, że wielu ludziom pokazałeś Dobrego Boga, że pokazywałeś Boży Kościół i że tak wielu dzięki Tobie, księża już źle się nie kojarzą. Bracie, chwile odpocznij i weź się Tam ostro do roboty!” (źródło: https://www.facebook.com/grzegorzkramer/posts/983302735040680?fref=nf)

A to, co napisał na swojej stronie o. Grzegorz po spotkaniu z ks. Janem:

W sobotę wybrałem się na długo oczekiwane spotkanie z ks. Janem Kaczkowskim. Kim jest ksiądz Jan nie trzeba pisać. Było ono zorganizowane przez nasze jezuickie Wydawnictwo WAM, a przy okazji wydania książki – wywiadu, który z ks. Janem przeprowadził Piotrek Żyłka. Całe spotkanie było poprzedzone wspólną Eucharystią odprawianą pod przewodnictwem ks. Jana.

Początek dzisiejszego fragmentu Ewangelii jest taki, że Nikodem mówi ładny „wierszyk” do Jezusa. Nie wiem jakie były jego intencje, czy szczerze, czy to była tylko zwykła grzeczność wobec Jezusa, czy może jeszcze coś innego. W każdym razie ten wstępniak Nikodemowi wyszedł – dobrze wypadł.

Szedłem na spotkanie z ks. Janem – tak przyznaję się do tego – bo od wielu miesięcy miałem wielkie ciśnienie by stać się jego przyjacielem. Nie wiem do końca jak to sobie wyobrażałem, ale było we mnie takie pragnienie. Silne. Obserwuję go: czytam, oglądam jego programy, bliski jest mi jego sposób myślenia i patrzenia na świat. Fascynuje mnie jego umieranie, to znaczy świadectwo jego relacji z Bogiem, które w tym bardzo widać. Kiedy myślałem – wcześniej – o tym spotkaniu zbudowałem sobie w głowie taką konstrukcję, że to będzie ten dzień, w którym Jan stanie się dla mnie kimś bliskim, albo raczej to ja stanę się takim dla niego.

Kiedy Nikodem skończył swoją piękną mowę wstępną, Jezus odpowiedział jakby „obok”, jakby nie słuchając pochlebstw Nikodema, wystrzelił coś o konieczności powtórnego narodzenia. Wydaje się, że ich wypowiedzi w ogóle się nie spotkały.

Już przy pierwszym podaniu ręki Janowi – wiedziałem, że wszystko będzie inaczej niż chciałem. Eucharystia, spotkanie autorskie, czekanie z innymi w kolejce po autografy, a później przeurocza kolacja w wąskim gronie znajomych, uświadomiły mi to, co Jan nazywa, że muszę się znów narodzić. Bóg w ten wieczór pokazał mi dwie banalne sprawy: 1. Bóg jest jeden i tylko On jest Kimś, kto ma być główną inspiracją. 2. Mam wrócić do tego, co nazywamy wartością własnego życia. Pokazał mi to w prostym zdaniu: zobacz, że bez względu na to, czy Jan w twoim życiu jest czy nie, ty jesteś zdolny robić dobre rzeczy w moje Imię. I bądź za to wdzięczny. Szukaj sensacji, ale w swoim życiu. Zobacz, że w twoim życiu wiatr wieje mocno, niezależnie od tego, co powiedzą inni, jak na ciebie spojrzą, czy poklepią cię po ramieniu. Po raz kolejny zrozumiałem, że Boża dobroć w moim życiu nie polega na tym, że będę mógł być przyjacielem najwspanialszego nawet człowieka, ale że mogę być przyjacielem Boga, bo Bóg lubi kolegować się z takimi osobistościami jak ty i ja.

To samo jest w pierwszym czytaniu. Ten zalękniony Piotr, ten co zdradził i był jak Judasz, dziś modli się z taką mocą, że drży ziemia. Ej, nie czekaj na spotkanie z super osobą, zobacz że Bóg daje ci swojego Ducha, który może sprawić, że zadrży pod tobą ziemia. Jesteś cenny w Jego oczach.

Kiedy Jan wczoraj z Piotrem podpisywali swoją książkę, słyszałem wiele razy od ludzi stojących w kolejce, że spotkanie z ks. Janem zmieniło ich życie. Wydawało mi się to trochę takie kokietujące, ale w sumie mogę powiedzieć coś podobnego. Pewnie, że Jan nie zrobił rewolucji w moim życiu, ale ma dar do tego, by uwagę słuchacza/czytelnika skupić na czymś innym – na życiu. Poszedłem na spotkanie z Janem z bardzo konkretnym pragnieniem, a Pan dał mi całkiem coś innego. Zaskoczył mnie.

Dla mnie Jan jest święty dlatego, że bardzo inspiruje, a z drugiej strony nie wiąże słuchacza ze sobą. Jan ciągle mówi, że jest drugi, ale mówi to szczerze. Jego świętość objawia się w tym, że genialnie realizuje chrześcijaństwo polegające na tym, że szukam Boga we wszystkim co się w moim życiu dzieje i żyję z Bogiem na poważnie. Jan jest mi bliski w tym, że Bóg dla niego niekoniecznie musi działać cuda (choć je czyni), a równie dobrze można Go spotykać w codzienności, w której jest cierpienie. Jan jest święty, bo nie boi się być sobą. I bliski jest mu Jurek.

Ps. Zachęcam do przeczytania książki – wywiadu, który przeprowadził Piotr z ks. Janem. Wywiad jest bardzo ciekawy, bo prócz osobistego świadectwa Jana o wierze, kapłaństwie, cierpieniu (również swoim), panowie poruszają parę ważnych tematów z dziedzin moralności, etyki i bioetyki. Książka jest tak ciekawa i dynamiczna, że ja sam przeczytałem ją w jeden dzień, a ostatnio czytanie idzie mi kiepsko.”

 

źródło:

DLACZEGO UWAŻAM (KS) JANA ZA ŚWIĘTEGO?

 

Leave a comment