• Myśli Bł. Luigiego Novarese

    • Bóg, który dał nam wszystko przez ręce Maryi, niczego nie chce udzielić poza tym kanałem, świętym kanałem, kanałem pochodzącym wprost od Boga. Ona jest prostą drogą dla wszystkich, drogą krótką i wolną od pułapek.

Do zobaczenia ks. Januszu…

 
 
 

To było jak grom z jasnego nieba. Tego typu wiadomości mrożą krew w żyłach, nieoczekiwana wiadomość, bolesna, trudna do opanowania emocjonalnie.

Jako chrześcijanie musimy zaakceptować fakt, że śmierć – tak samo jak ból – reprezentuje nieuniknioną rzeczywistość, od której nie możemy uciec, ale jako istoty ludzkie nie możemy się powstrzymać od tego, co ludzkie i ciężko nam zrozumieć ją w całym jej znaczeniu. Tak jak Jezus w straszliwej nocy w Ogrodzie Oliwnym, gdzie jego człowieczeństwo zostało skonfrontowane z ogromnym bólem i cierpieniem.

Ks. Janusz był miłośnikiem Boga, wiernym wyznawcą charyzmatu bł. Luigiego Novarese, czującym się w pełni jego duchowym synem. Przede wszystkim, krok po kroku, podążał drogą z tymi, którzy chcieli stać się częścią rodziny Cichych Pracowników Krzyża, entuzjastycznie podchodził do każdego nowego powołania i dawał każdemu siłę, by iść naprzód pomimo obiektywnych trudności, jakie stwarza każda duchowa droga.

Nigdy nie narzekał na swoje dolegliwości, wręcz przeciwnie, zaszczepiał odwagę tym, którzy rozmawiali z nim o swoich chorobach i dolegliwościach.

Jednym z jego najczęstszych zwrotów było: „z wielką radością”, ciągłe dzielenie się również swoim entuzjazmem, który wynikał z jego artykułów redakcyjnych w czasopiśmie Kotwica, wraz z napomnieniami koniecznymi, aby być prawdziwymi Ochotnikami Cierpienia i jego prośbami modlitewnymi za całym Stowarzyszeniem i działalnością apostolską.

Kiedy takie wydarzenia mają miejsce, nasza wiara stanowi dla nas wyzwanie i stawia nas przed naszymi naturalnymi ograniczeniami. To od nas zależy, czy utrzymamy naszą barkę prosto i unikniemy dryfowania w morzu zamieszania i niepokoju. Jezus powiedział jasno: śmierć nie oznacza pożegnania na zawsze, ale jest to pożegnanie na jakiś czas i tutaj nasza wiara musi wykazać całą swoją solidność.

„Kto żyje i wierzy we Mnie, nie umrze na zawsze. Wierzysz w to?” (J 11, 26). Oto podstawowe pytanie, kiedy dosięga nas ból utraty ukochanej osoby. Czy naprawdę wierzymy, że nie umrzemy na zawsze?

Przeczytajmy ponownie i rozważmy rozdział 11 Jana, niech te słowa przenikną prosto do naszych serc.

W ten sposób naprawdę będziemy mogli powiedzieć: do zobaczenia ks. Januszu z przekonaniem i niezachwianą wiarą, choć okraszoną naturalnym i ludzkim smutkiem.

DO ZOBACZENIA, KSIĘŻE JANUSZU… tymczasem prosimy: módl się za nas stamtąd z góry, czuwaj jak zawsze nad nowymi powołaniami, pomóż nam ożywić nasze apostolstwo, aby każdy cierpiący mógł ufać Bogu, któremu towarzyszy światło pewnej nadziei.

Dziękujemy za wszelkie dobro otrzymane od Ciebie…

(na podst. tekstu ze strony: https://www.luiginovarese.org/2020/10/06/arrivederci-don-janusz/)

Leave a comment