Myśli ks. prałata Luigi Novarese


Aktualności
i wydarzenia
Zmniejsz czcionkę Zwiększ czcionkę
Radość pomimo cierpienia
19 październik 2011 Odsłon191 

Tadeusz Chudecki przyciąga do siebie ludzi. Nawet najkrótsza chwila w jego towarzystwie dodaje pozytywnej energii. Na zdjęciu z uczestnikami turnusów rehabilitacyjnych w Domu Uzdrowienia Chorych w Głogowie.

Młodość rzadko kiedy rozumie i przyjmuje cierpienie. Dopiero z wiekiem, nabieramy pokory wobec tego stanu i godzimy się na jego przyjęcie. Znany i lubiany aktor Tadeusz Chudecki doświadczył tego we własnym życiu. Częsty gość Domu Uzdrowienia Chorych w Głogowie nie ucieka od bolesnego tematu. Wręcz przeciwnie, otwiera się i zdradza najbardziej dramatyczne chwile, z którymi przyszło mu się zmierzyć.
Luiza, żona aktora, piękna i mądra Włoszka chorowała niemal przez całe ich małżeństwo, czyli piętnaście lat. Po przegranej walce, zmarła mając zaledwie 45 lat. Pytań o sens, dlaczego tak się stało, w tym kierowanych przede wszystkim do Pana Boga, Tadeusz Chudecki miał tysiące. I choć ból rozdzierał mu serce, wbrew wszelkiej ludzkiej logice, odnalezienie wartości w odejściu ukochanej żony stało się jednak możliwe i po latach przyniosło ulgę. Dziś, po czterech latach od dramatycznego, i bezskutecznego, wołania o ratunek, aktor potrafi już pojąć i nazwać, to co się wydarzyło. Opowiada o tym spokojnie i z pokorą. Przymyka oczy i starannie dobiera słowa. Wie, że to co chce przekazać dla wielu może być drogowskazem.

"Po tym jakże tragicznym zdarzeniu, po buncie i absolutnym nie godzeniu się z tym co się stało, wszedłem w niezwykłą relację z Bogiem. Otrzymałem siły by przejść tę lekcję, by wejść na drogę dalszego życia, już bez Luizy. Bez niej, ale jak się okazało, tylko w wymiarze fizycznym, gdyż duchowo więź między nami jest mocniejsza niż kiedykolwiek. Czuję obecność żony, co prościej byłoby porównać do czuwania. Odzyskałem spokój i radość. To niewątpliwie wielki dar, wymodlony i wyproszony pewnie w moim imieniu przez wiele osób". Tadeusz Chudecki wspomina także o śnie, w którym żona zapewniła go o bezpieczeństwie jakie już posiada i ciągłej trosce o osieroconego, nastoletniego syna. Wtedy też pojawiła się pierwsza iskierka nadziei, że to wszystko ma jednak sens, trzeba tylko cierpliwości by go pojąć, zaakceptować i przyjąć jako dar, a nie karę. I tak, śmierć najbliższej osoby, jakże bolesna i raniąca zmysły i ciało, stała się przyczynkiem do głębokich i bezcennych refleksji. "Dziś już wiem, jak ogromną wartością jest życie i jak bardzo je trwonimy, wypalając się złymi emocjami. A przecież, tak niewiele potrzeba by dodać komuś otuchy i wesprzeć w trudnych chwilach. Zrozumienie cierpienia okupione jest walką z samym sobą. To szaleńczo trudna bitwa, ale warta ofiary. Wierzę, że dobry Bóg doświadcza nas i ma w tym swój plan. A że najczęściej go nie rozumiemy, to już kolejna tajemnica Ojca, któremu im szybciej się zaufa, tym lepiej. Ja już się o tym przekonałem" DB

Opcje Artykułu

Wyślij Znajomemu
Wersja Do Wydruku
Radość pomimo cierpienia | 0 komentarzy | Załóż Konto
Komentarze należą do osób, które je zamieściły. Nie bierzemy odpowiedzialności za ich treść.
Wszystkie wpisy niezgodne z regulaminem (kliknij by przeczytać) będą usuwane bez podawania przyczyny.

Copyright © 2007 Projekt i wykonanie Wrocław / Głogów / Katalog Firm
  Site Index