Wolontariat, jako dobrowolna i bezinteresowna pomoc, nie musi być utożsamiany z jakąkolwiek religią. Na całym świecie bardzo wiele osób angażuje się w wielorakie formy takiej pomocy i nie wszyscy robią to z motywacji duchowych. Często jest to ludzka potrzeba niesienia pomocy z przekonaniem, że może kiedyś także będzie się takiego wsparcia potrzebowało. Osoby wierzące, niezależnie od wyznawanej religii i miejsca zamieszkiwania, zapewne będą się doszukiwać głębszych motywacji do podejmowania bezinteresownej posługi w ich religijnym depozycie. Jednak nie mam wątpliwości, że pośród wszystkich religii tylko Chrześcijaństwo ma tak jasno i konkretnie zapisane w swojej Świętej Księdze słowa niepozwalające na obojętność wobec potrzeb drugiego człowieka.
Nowe Przykazanie
Już księgi Starego Testamentu i nakazy Prawa nie pozwalały na bierność wobec potrzebujących. Do najważniejszych tekstów tamtego etapu historii zbawienia zalicza się zobowiązanie: „Nie będziesz szukał pomsty, nie będziesz żywił urazy do synów twego ludu, ale będziesz miłował bliźniego jak siebie samego” (Kpł 19, 18). Właściwe rozumienie miłości bliźniego motywowało Tobiasza do udzielania pomocy współbraciom: „Dawałem mój chleb głodnym i ubranie nagim. A jeśli widziałem zwłoki któregoś z moich rodaków wyrzucone poza mury Niniwy, grzebałem je” (Tb 1,17). Szlachetną czynność grzebania zwłok starotestamentalny wolontariusz wykonywał z narażaniem życia. Postawę udzielania wsparcia należało realizować nawet wobec wrogów: „Gdy wróg twój łaknie, nakarm go chlebem, gdy pragnie, napój go wodą ‑ żar ognia zgromadzisz na nim, a Pan ci za to zapłaci” ( Prz 25, 12-22).
Oczywiście można zastanawiać się, na ile postawa niesienia pomocy była dobrowolna, a na ile czyniona z nakazu, z lęku przed karą za niezrealizowanie konkretnego zapisu. Niezależnie od motywacji, z wielu tekstów tamtego okresu dowiadujemy się, że w Narodzie Wybranym wysoko rozwinięta była świadomość odpowiedzialności za doczesne losy współbrata i nie brakowało przykładów szlachetnych wolontariuszy.
Przyjście Jezusa rozpoczęło czas wypełniania Prawa. Następowało to przez ukazywanie, co jest najważniejsze w starotestamentalnych zapisach i w postawie człowieka, który chce być dzieckiem Boga. Nie było potrzebne znoszenie wypracowanych przepisów lecz ukazanie w pełnym blasku motywacji podejmowanych działań. Słowa: „To jest moje przykazanie, abyście się wzajemnie miłowali” (J 15, 12), są w części powtórzeniem wcześniejszego tekstu: „będziesz miłował bliźniego swego” (Kpł 19,18), ale z pięknym rozwinięciem, ukazującym sposób realizacji: „tak jak Ja was umiłowałem”. Miłość Jezusa, ukazywana jako wzór, objawiła się bardzo konkretnie tuż przed wypowiedzeniem nowego brzmienia przykazania: „wstał od wieczerzy i złożył szaty. A wziąwszy prześcieradło, nim się przepasał. Potem nalał wody do miednicy. I zaczął umywać uczniom nogi i ocierać prześcieradłem, którym był przepasany” ( J 13, 4-5). Ale swoją pełnię osiągnęła na Krzyżu, przez ofiarę z życia, jako najwyższy wymiar miłości służebnej wobec bliźnich.
Błogosławieństwa
W znanym tekście z Mateuszowej Ewangelii odnajdujemy równie głęboką zachętę do realizacji postawy bezinteresownej służby. W części Kazania na Górze, zwanej „Osiem błogosławieństw” Jezus wymienia szereg trudnych stanów, których pokorne znoszenie daje możliwość osiągnięcia prawdziwego szczęścia (por. Mt 5, 3-12). Owszem, najpierw jest to ukazanie zbawczej wartości trudnych stanów, których każdy wielokrotnie doświadcza z różną intensywnością. Nie bierność, ale pogodzenie się z trwaniem tych doświadczeń i oddawanie ich Jezusowi daje możliwość współuczestniczenia w dziele odkupienia. Z tego też ma wynikać zachęta do wolontariatu. Najpierw w postaci zaangażowania się w niesienie pomocy osobom będącym w trudnych stanach, wymienianych w błogosławieństwach. Nie można mieć wątpliwości, że towarzyszenie człowiekowi, który w duchu Ewangelii przeżywa swoje słabości, trwa w swoim uniżeniu (smucący się, ubogi, poniżany, prześladowany, wyśmiewany), daje możliwość obcowania z błogosławionymi, szczęśliwymi, świętymi. Takie kontakty mogą być tylko ubogacające i rozwijające. Ale w treści błogosławieństw jest też bardzo konkretna zachęta do świadczenia dobra: „Błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią”; „Błogosławieni, którzy wprowadzają pokój, albowiem oni będą nazwani synami Bożymi” (Mt 5, 7.9). Do realizacji postawy bycia miłosiernym, wypływającej z tego ewangelicznego wezwania, zachęcał nas Jan Paweł II w 2002 roku: „Trzeba spojrzenia miłości, aby dostrzec obok siebie brata, który wraz z utratą pracy, dachu nad głową, możliwości godnego utrzymania rodziny, wykształcenia dzieci, doznaje poczucia opuszczenia, zagubienia i beznadziei. Potrzeba "wyobraźni miłosierdzia", aby przyjść z pomocą dziecku zaniedbanemu duchowo i materialnie; aby nie odwracać się od chłopca czy dziewczyny, którzy zagubili się w świecie różnorakich uzależnień lub przestępstwa; aby nieść radę, pocieszenie, duchowe i moralne wsparcie tym, którzy podejmują wewnętrzną walkę ze złem”.
Sąd Ostateczny
Najwyraźniej ukazana zachęta do realizacji postawy wolontariatu zawarta jest w Mateuszowym tekście, zwanym „Sądem Ostatecznym”: „Pójdźcie, błogosławieni Ojca mojego, weźcie w posiadanie królestwo, przygotowane wam od założenia świata! Bo byłem głodny, a daliście Mi jeść; byłem spragniony, a daliście Mi pić; byłem przybyszem, a przyjęliście Mnie; byłem nagi, a przyodzialiście Mnie; byłem chory, a odwiedziliście Mnie; byłem w więzieniu, a przyszliście do Mnie" ( Mt 25, 34-36).
Najpierw dostrzeżmy i ucieszmy się, że Jezus nazywa błogosławionymi, a więc szczęśliwymi, ludzi, którzy w swoim życiu kierowali się pragnieniem służenia innym. Owszem, musimy być pewni wielkiej nagrody w niebie za takie życie tu, na ziemi, ale to także wyraźne stwierdzenie, że niesienie bezinteresownej pomocy potrzebującym jest źródłem prawdziwej radości, pokoju wewnętrznego, zadowolenia z siebie, a więc tego wszystkiego, co składa się na szczęście, już tu w doczesności! Osoby realizujące dzieła miłosierdzia, angażujące się w wolontariat, doskonale wiedzą, że tak jest. Nie trzeba długo czekać, czasami wystarczy jedno zachowanie, jeden czyn, gest, aby z niemałą mocą odczuć coś wręcz niewypowiedzianego. Nie ma to nic wspólnego ze szczęściem i jego źródłami, według współczesnych trendów. Jezus jest doskonałym znawcą ludzkiej natury i na pytanie człowieka każdej epoki: jak osiągnąć szczęście na ziemi?, czym ono jest?, czy w ogóle istnieje?, daje pełną odpowiedź: „Chcesz być szczęśliwy? - żyj dla innych, służ innym, pragnij dobra innych!”. Nie ma drugiej religii, która by tak czytelnie ukazywała te prawdy i zależności. Nie może być inaczej, bo przecież Chrześcijaństwo jest jedyną religią, w której objawienie się woli Boga wobec ludzi, dokonało się przez bezpośrednie Jego przyjście do ludzi i wypowiedzenie najważniejszych prawd.
W analizowanym tekście Jezus wymienia konkretne dzieła miłosierdzia, na realizacji których bardzo mu zależy, ale są one także zestawem stanów człowieka, w których najbardziej potrzebuje on wsparcia: głód, pragnienie, bezdomność, nagość, choroba, odizolowanie. Od swoich początków Kościół Katolicki właśnie do takich osób intensywnie kierował swoją posługę. Z dumą możemy powiedzieć, że właśnie ta instytucja wypracowała najlepiej działające w świecie systemy, sposoby, centra charytatywne. Nie może być inaczej, skoro rozwijają się one już 2 tysiące lat, są motywowane takimi konkretnymi słowami Zbawiciela, ale też dysponują potężnym depozytem duchowym w postaci „patronatu” Ducha Świętego i ogromnej rzeszy świętych, wielokrotnie twórców owych konkretnych akcji i centrów pomocy.
Jednak najważniejszym stwierdzeniem z przybliżanego tekstu, stanowiącym najbardziej oryginalne źródło motywacji do realizacji postawy wolontariatu, są słowa Jezusa: „Zaprawdę, powiadam wam: Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili” (Mt 25, 40). Szokująca prawda: w każdym potrzebującym pomocy człowieku obecny jest sam Stwórca. Pochylanie się nad chorym, nagim, głodnym to pochylanie się nad Jezusem. Przebywanie wśród chorych, karmienie głodnych, opieka nad bezdomnymi, to najskuteczniejszy sposób obcowania z Bogiem! Posiadanie takiej możliwości jest ogromnym przywilejem dla uczniów Chrystusa! Ileż konkretnych korzyści: najskuteczniejszy sposób zaspakajania potrzeby szczęścia, najintensywniejszy sposób rozwoju duchowego, uwrażliwiania, otwierania się na piękno, dobro, najpełniejszy sposób realizacji „Przykazania Miłości”, ale też najprostsza droga do zbawienia!
Realizacja
W pewnym sensie wyprzedzająco Ewangelia pokazuje możliwość realizacji w konkretny sposób postawy wolontariatu. Zawiera się on w opisie historii uzdrowienia sparaliżowanego mężczyzny: „Wtem przyszli do Niego z paralitykiem, którego niosło czterech. Nie mogąc z powodu tłumu przynieść go do Niego, odkryli dach nad miejscem, gdzie Jezus się znajdował, i przez otwór spuścili łoże, na którym leżał paralityk. Jezus, widząc ich wiarę, rzekł do paralityka: «Synu, odpuszczają ci się twoje grzechy»(...) Mówię ci: Wstań, weź swoje łoże i idź do domu!» On wstał, wziął zaraz swoje łoże i wyszedł na oczach wszystkich. Zdumieli się wszyscy i wielbili Boga mówiąc: «Jeszcze nigdy nie widzieliśmy czegoś podobnego»” (Mk 2,1-11). Pisałem kiedyś o tej historii w „Kotwicy”. Przytoczę fragment tamtego tekstu: „Wszystko oparło się na dwóch biegunach: z jednej strony Jezus, który ma moc uzdrawiania ciała i dusz, z drugiej kilku krewnych, podejmujących konkretne działania.
Bardzo oryginalna forma wstawiennictwa. Nie tylko modlitwa w intencji chorego, ale i ofiara, konkretny trud, pot na czole, odarte kolana, obolałe mięśnie. Ponoszenie cierpienia, poświęcanie się jako sposób wypraszania łaski dla innych. Wstawiennictwo bez słów, bez narzekania, oskarżania, bez pytań. Jezus docenia wszystko, zarówno pokorne i wielkie cierpienie sparaliżowanego, jak i ofiarę najbliższych. Jednak centrum tego procesu, tych wszystkich elementów stanowi osoba Mistrza z Nazaretu. Wszystko dla Niego i przez Niego, bez pośrednictwa pozornych uzdrowicieli, bioenergoterapeutów, guru, szamanów. Chory, rodzina, ich wiara i Jezus- to jedyna droga do prawdziwego i pełnego uzdrowienia”. Tym razem akcent niech spocznie na owych krewnych. To dzięki ich postawie potrzebujący człowiek doznał cudownego wyrwania z dolegliwości duchowych i fizycznych. Trzeba usłyszeć tę wyraźnie przebijającą się prawdę: bardzo często jedynym sposobem uratowanie człowieka z największego zniewolenia fizycznego i duchowego jest konkretna pomoc innych ludzi. Bez tej pomocy wielu może nigdy nie doznać ulgi w przykrych doświadczeniach, ale też liczni mogą pogrążyć się w głębinach czeluści piekielnych. To wielka odpowiedzialność, w której gra toczy się o zbawienie człowieka. Nie można sobie pozwolić na obojętność, na zajęcie się tylko sobą, bogaceniem się, rozwojem intelektualnym, zdobywaniem wiedzy. W tym samym czasie wiele osób może znajdować się na krawędzi piekła! A jedyna możliwością przeciągnięcia ich będzie konkretne zaangażowanie innych, właśnie tych, którzy są najbliżej.
Można powiedzieć, że jest co robić i szkoda czasu na zapewnianie szczęścia tylko sobie. To nie ten kierunek i nie o to chodzi w naszym życiu. Święty Jan od Krzyża delikatnie ostrzega, że „o zmierzchu życia sądzenie będziemy z miłości”. Kiedy staniemy przed Ojcem Niebieskim i swoje walory będziemy chcieli potwierdzić doskonałym CV, referencjami, dyplomami, zdjęciami swoich domów i samochodów, wyciągiem z konta z banku, to delikatnie zgarnie On do kosza i zapyta: „A ile dobra uczyniłeś dla drugich? Bo tu tylko to się liczy”.
Mieczysław Guzewicz
Kotwica wrzesień 2007