Ochotnicy Cierpienia jak Ochotnicza Straż Pożarna 26 październik 2011 Odsłon80
W dniach 24-27 października Dom Uzdrowienie Chorych im. Jana Pawła II w Głogowie zgromadził ponad osiemdziesiąt osób, które przyjechały aż z dwunastu diecezji naszego kraju. Przybyliśmy, aby spotkać się, słuchać i wymieniać doświadczenia, by razem wypracowywać nowe pomysły/rozwiązania. Tematem wiodącym, tych szczególnych dni formacyjnych dla liderów i animatorów grup CVS, było hasło: Szkoła Apostolatu. Cierpiący, Niepełnosprawni podmiotem aktywnym w parafii.
Organizatorzy zaplanowali nam czas tak, by znalazło się miejsce na wszystko: konferencje głoszone przez różne osoby, Msze Święte, modlitwę przeplataną przyjaznymi spotkaniami przy herbatce i słodyczach, na których mogliśmy sobie przypomnieć i na nowo zapałać entuzjazmem w przedsięwzięciach w naszych grupach. Z tych bogatych treści pragnę przedstawić te, które mnie osobiście poruszały.
Siostra Beata Dyko przypomniała nam niektóre sceny z życia sługi bożego ks. prałata Luigiego Novarese. Odznaczał się on od dzieciństwa nieprzeciętnym hartem ducha zakorzenionym w kulcie do Matki Bożej. W ten sposób, mimo przeżywania przez niego ciężkiej i długotrwałej choroby, wyzwalały się w nim olbrzymie pokłady dobra (obecne w dziełach przez niego zainicjowanych/stworzonych). O tym, że jest możliwe odkrywanie w sobie darów mimo braku zdrowia świadczy przytoczony przez siostrę Beatę przykład znanej wokalistki Varius Manx, Moniki Kuszyńskiej, która w wyniku wypadku samochodowego obecnie porusza się przy pomocy wózka inwalidzkiego. Jak artystka sama w wywiadach przyznaje, doświadczenie cierpienia przewartościowało diametralnie jej życie. Słychać to nawet w wykonywanej przez nią piosence, modlitwie, pt. Słabość jest siłą, której słowa refrenu są tak bliskie charyzmatowi Centrum Ochotników Cierpienia: Słabość jest siłą w nas, darowaną, by upaść i wstać. Swej słabości więc nie boję się, Twoja miłość wciąż podnosi mnie.
Ksiądz Janusz Malski w swoich dwu konferencjach kontynuował przybliżanie nam postaci naszego założyciela oraz samo dzieło CVS. Usłyszeliśmy o tym, jak był on ubogim studentem w Rzymie, jak spotkał siostrę Miriam Psorula przy jej umierającym wujku, jak zostało założone Centrum Ochotników Cierpienia.
Ks. Janusz opowiadał nam, jak sługa boży ks. Luigi Novarese ze składki w wysokości 10000 lirów (wówczas była to równowartość około 6 dolarów) uzbieranej przez chorych uczestników pierwszych rekolekcji specjalnie zorganizowanych dla nich, w ciągu sześciu lat buduje ośrodek w Re. Kwestie finansowe nasz założyciel zawierzał Opatrzności Bożej, zaś niezapłacone rachunki z dziecięcą ufnością zanosił Matce Bożej "od weksli". I nigdy się nie zawiódł. Słuchając konferencji ks. Janusza dowiedzieliśmy się również o narodzinach inicjatywy integralnego rozwoju człowieka (duch oraz ciało) dzięki uzdrowieniu chorej Klaudii podczas Drogi Krzyżowej.
Ks. Luigi Novarese bardzo chciał, aby chorzy byli aktywni w Kościele. Niejednokrotnie zwracał uwagę na to, że pojedynczo owszem można zrobić wiele, ale RAZEM można WIĘCEJ. Dla naszego założyciela istotne stało się, by mieć w sercu naszą tożsamość, która nie jest jednaka z pomocą charytatywną, tu istotna jest nasza aktywna rola - chorych/cierpiących (ważne jest, by pamiętać, iż to było rewolucyjne przewartościowanie w latach 50. ubiegłego wieku choroba, niepełnosprawność traktowane były jako kara za grzechy rodziny, stąd wstydzono się takich osób wśród społeczności lokalnej). My mamy być misjonarzami, dawać świadectwo o Żywym Bogu, który przywrócił nam sens i radość istnienia. To jest ogromna nasza szansa. Jak zauważył bł. Jan Paweł II z okazji 50-lecia powstania COC (15 V 1997r.): "wy rozwijacie bezcenny apostolat, wy nas włączacie do wielkiej odnowy Kościoła." Zatem my jesteśmy bezcennym darem w Kościele.
Małym życiem apostolatu jest mała grupa przewodnia. Dobrze, byśmy nosili w sobie płomień, nie zniechęcenie rodzące się często z sytuacji, że jest nas w grupie tak niewielu. Pod krzyżem Pana Naszego Jezusa również nie było tłumów wiernych. Nawet Apostołów, prócz jednego, zabrakło. Ale była tam Maryja i Ona jest z nami również teraz w naszych drogach krzyżowych. Pamiętajmy o tym modląc się słowami piosenki zespołu Mocni w Duchu zatytułowanej "Matko życia": Matko Życia, Matko moich narodzin z niewoli grzechu: Weź moje życie w swe dłonie i proszę, powiedz Ojcu Niebieskiemu, że jeszcze jedno małe serce pragnie żyć, jak Jego Syn.
Pani Izabela Rutkowska - mówiła nam o piśmie, czyli o Kotwicy, jako osoba z zespołu redagującego pismo zapewniła słuchających, iż wszyscy czynią starania, byśmy my - czytelnicy podczas lektury nie mieli poczucia, że tracimy czas. Choć pierwotnie pismo nosiło nazwę Kotwica Nadziei, obecnie tylko Kotwica, jednakże cel pozostał ten sam: aby nieść nadzieję dla tych, którzy "są uwięzieni" przede wszystkim "we własnej głowie" sądząc, że człowiek jest tak niepotrzebnym, iż nawet Kościół go nie potrzebuje. "To nieprawda!" - zaznaczyła Pani Iza oraz przypomniała, że sprawy najważniejsze dokonujące się w sercu człowieka mają szansę być zwykle właśnie te, które zaistniały dzięki czyjemuś słowu (również pisanemu, jak w Kotwicy). "Ufamy, że pismo niesie nadzieję" - zakończyła pani Iza.
Ksiądz Grzegorz Cyran przedstawił nam Dynamikę Apostolatu Zbawczego Cierpienia. Zauważył, że nie każdy, kto wchodzi do kościoła jest wierzącym, nie wszyscy, co są w garażu są od razu samochodami. Podobnie rzecz się ma z cierpieniem: nie wystarczy cierpieć, żeby to było zbawcze. Muszą zostać spełniony pewien warunek. Ale od początku. Z jednej strony uciekamy od cierpienia - i to jest bardzo ludzkie oraz pożądane. Nawet sam Pan Jezus nam w tym pomaga. Uzdrawiał (i uzdrawia) chorych i cierpiących proszących Go. Jednak ma On do zaoferowania coś ważniejszego, bowiem tam, gdzie jest Jezus ludziom chce się żyć, nic ich nie boli, zapominają nawet o jedzeniu (por. Ewangelia wg św. Marka 6,30-44). Na górze Tabor Apostołowie byli tak zachwyceni wydarzeniem, że aż chcieli tam zamieszkać (por. Ewangelia wg św. Łukasza 9,28-33). Czyli Obecność Jezusa - to o wiele więcej niż brak cierpienia. Każdy z nas cierpi. Cierpienie oraz śmierć są konsekwencją grzechu ("Przeto jak przez jednego człowieka grzech wszedł na świat, a przez grzech śmierć, tak i na wszystkich ludzi śmierć przyszła, bo wszyscy zgrzeszyli." List do Rzymian 5,12). Zatem karą za grzech jest śmierć, ale Jezus tę karę zamienia na drogę powrotu do Boga. Bowiem sam stał się człowiekiem śmiertelnym, wybrał taką drogę i do niej zachęcił człowieka. Uczynił tak po to, by nie odebrać człowiekowi ludzkiej godności. Jest to nie raz trudne do zrozumienia, ale przecież czytamy w Księdze Izajasza 55,8: Bo myśli moje nie są myślami waszymi ani wasze drogi moimi drogami.
Sługa boży ks. Luigi Novarese dostrzegł Boże światło, aby chory nie był osobą tą, której się coś należy (jakieś litościwe gesty), bądź ma oczekiwać taniego pocieszania. Cierpiący (zresztą, jak każdy człowiek) musi najpierw poczuć się dumny z tego, że jest człowiekiem, że ma godność, że jest chrześcijaninem, a skoro tak to ma prawo i powinien głosić Ewangelię.
Ks. Grzegorz w swojej konferencji nawiązywał także do Jezusowej przypowieści o talentach (Ewangelia wg św. Mateusza 25,14-30). Wydawać się nam nie raz może, że inni mają więcej. "A ja, co? Tylko do piachu!; Jak byłem młody, to miałem możliwości. Gdy miałem zdrowie, - stwierdzamy, podobnie, jak człowiek z przypowieści Jezusowej, który otrzymał jeden talent. Tymczasem Pan Jezus stanowczo się sprzeciwia takiej postawie (porównaj przypowieść o talentach). Dla Pana Boga jestem ważny. On mówi Tobie i mnie, że ja Mu się jeszcze przydam. Jeśli wydaje mi się, że posiadam zaledwie jeden talent, to mogę go potraktować, jak "oczko w głowie", czyli coś bardzo cennego, nad czym warto się pochylić, pielęgnować oraz rozwijać. Warto pamiętać, że choć mam przysłowiowy jeden talent, to nikt mnie nie zastąpi w ratowaniu dusz ludzkich.
Ks. Grzegorz wspomniał również, iż nie jest jednak bohaterstwem, gdy się wyrzekam/odmawiam sobie czegoś, co mi akurat "nie smakuje". Wartości nabiera ofiara wówczas, gdy mam na coś olbrzymią ochotę, ale się powstrzymam/nie ulegnę pokusie. Dopiero to jest prawdziwie drogocenne: mój osobisty wysiłek, wkład, moje autentyczne zaangażowanie się. Stąd ochotnicy cierpienia, nie szukają bólu i udręki w codzienności, ale to, co ich spotyka sprawiając cierpienie nie zostaje bezużyteczne. Każda boleść, której nie możemy się wyzbyć (zarówno cielesna, jak i duchowa, emocjonalna, jak np. tęsknota) ofiarowana Bogu w jakiejś intencji staje się zbawczym cierpieniem. To jest ten warunek, by cierpienie było autentycznie zbawcze. Ochotnicy cierpienia, podobnie jak Ochotnicza Straż Pożarna, WOPR, czy GOPR, są bliżej "terenu" swoich ratowniczych działań. Częstokroć szybciej i sprawniej orientują się, co komu bardziej jest potrzebne niż "zawodowi ratownicy dusz" - duszpasterze.
Podczas konferencji Ks. Radosława Horbatowskiego zatytułowanej "Kościół naszym domem" - mogliśmy się przyjrzeć, jak to hasło (które jest również ogłoszone jako program duszpasterski na rok 2011/2012) ma się realizować w życiu każdego z nas. Kościół jest zarówno MIEJSCEM, w którym gromadzą się wierzący, jak i CZASEM - jest to czas spotkania z Bogiem. Jest to specyficzne spotkanie, bowiem ono ma początek, ale nie posiada końca, musi być bowiem przekładane na życie codzienne każdego wierzącego, czyli życie ofiarą i zmartwychwstaniem. Kościół jest zatem miejscem i czasem, w którym Jezus zostaje uwielbiony. Kościół został nam dany po to, byśmy mieli prostszą drogę do zbawienia, bo Pan Bóg wie, jak jesteśmy słabi, gdy zostajemy sami. Dlatego też w Kościele jesteśmy dla siebie nawzajem. Kiedy działamy, by pomagać ludziom, sami otrzymujemy łaski od Pana Boga.
Wracając do tytułu konferencji ks. Radosława Horbatowskiego, iż Kościół jest naszym domem, refleksji został poddany sam termin "dom". Podobnie, jak Kościół nie jest jedynie budynkiem, tak i dom niesie w sobie głębsze znaczenie. Do domu wraca się, w domu czujemy się akceptowani nawet wówczas, gdy nam coś nie wychodzi. Budynek domu jako taki ma zatem umożliwić spotkanie drugiego człowieka, a budynek kościoła sprawia możliwość spotkania Pana Boga.
Ks. Radek zadał nam pytanie: - Czy Kościół może stać się naszym domem? I po chwili naszych rozmaitych prób odpowiedzi usłyszeliśmy głośne i wyraźne orędzie: Kościół MUSI stać się naszym domem! Jeżeli dom kochamy, to zrobimy dla niego i w nim wszystko, co potrzeba, na ile możemy. To miłość do Boga i drugiego człowieka jest tutaj prawem wyznaczającym nam zakres naszych działań. Mamy więc sprawiać, by inni czuli się w nim bezpiecznie. Tylko wówczas, gdy będę traktować Kościół jako dom, mogę naprawdę się w nim tak czuć, bowiem goście nie mają takich praw, jak domownicy. Nikt nie lubi czuć się niepotrzebny, odepchnięty, dlatego też, gdy jestem odpowiedzialny za TEN DOM - poczuję się potrzebny. Duch Święty jest Tym, który prowadzi Kościół i, jak nas zapewnia sam Pan Jezus: bramy piekielne go nie przemogą. (Ewangelia wg Mateusza 16,18). W Kościele zaczyna się nasza droga do nieba. Trzeba nam iść już dziś, już teraz ją rozpocząć.
Ważne jest, by zadania we wspólnocie rozdzielać mądrze, bo to daje gwarancję, że nikt nie będzie przemęczony, a praca będzie się posuwać do przodu. Ksiądz Radek zauważył także, iż w Kościele - wspólnocie wiernych np., trzeba być otwartym na upomnienia, bo to również jest miłość i to bardzo konkretna. Gdy nas to spotyka (upomnienie ze strony drugiej osoby) najpierw trzeba rozważyć: a może ktoś ma rację, a potem rozmawiajmy. My mamy siebie nawzajem nieść (por. jedni drugich brzemiona noście - List do Galatów 6,2) i modlić się za tych, którzy są oraz za tych, których jeszcze brakuje. My, jako osoby świeckie możemy często łatwiej dotrzeć do zagubionych osób niż kapłani.
O grupie przewodniej, jako fundamencie apostolatu Zbawczego Cierpienia mówiła nam siostra Beata Dyko. Apostolat towarzyszy osobom cierpiącym w odnalezieniu sensu życia i wejściu w przeżywanie swojego bytu w bożym świetle. Wewnątrz nas znajduje się ziarno odkupienia i jesteśmy odpowiedzialni za to, co my z tym zrobimy - przypominała nam siostra nawiązując tym samym do przypowieści o talentach. Osoby z Centrum Ochotników Cierpienia zostały porównane do korzeni drzewa, z których wyrasta drzewo. Są one gwarantem bezpieczeństwa dla całości, a jednocześnie są delikatne - trzeba się zatem troszczyć o rozwój każdego członka. Było podkreślane z wielką stanowczością, że osoby zdrowe - bracia i siostry chorych - mają pomagać, ale NIE WYRĘCZAĆ osób chorych.
Zostało nam na nowo przypomniane, że życie małej grupy zasadza się na filarach: modlitwie, wspólnocie, apostolacie oraz braterstwie. Oczywiste jest, że warto przyjmować i adaptować do własnej codzienności słuchane Słowo Boże, dzielenie się z innymi tym, co się dzieje w moim życiu, by umacniać/wspierać siebie nawzajem. Stanowi to fundament budowania wartości samego siebie oraz umacniania więzi między nami. Niewątpliwie istotą spotkań jest również apostolstwo, czyli posłannictwo do innych, by nie zostawać wśród tych, którzy są obecnie, ale by pragnąć otaczać miłością braterską również tych, co zagubieni w pogmatwanych drogach swoich życiorysów niejednokrotnie pozbawieni są wszelkiej nadziei na zmianę. Stąd bardzo ważne jest, by każdy z nas sam czuł się kochany przez Pana Boga, a wówczas jesteśmy w stanie wszelkie lęki, obawy, niepokoje zawierzać Maryi. Jako budowniczowie pokoju poprzez modlitwę, ofiarowywanie swoich cierpień i radę możemy świadczyć o tym, że autentycznie żyjemy w pokoju, akceptując swoje życie i posiadamy szczerą chęć do działania - obracania własnym talentem/talentami.
Tymczasem ksiądz Stanisław Łada w homilii zadał nam pytanie, z pozoru zdawało się oczywiste: czy jesteśmy odkupieni, czy zbawieni? Po podaniu przez nas różnych wariantów odpowiedzi, ksiądz Stanisław przypomniał nam, że Pan Jezus na krzyżu odkupił nas wszystkich dwa tysiące lat temu - i to działo się bez nas/bez naszej zgody, świadomości, jednakże zbawić nas bez nas Pan Bóg nie może, bowiem szanuje naszą wolną wolę. Pan Jezus zaprasza każdego, byśmy Mu pomagali zbawiać siebie oraz świat, żebyśmy nie tracili żadnej chwili naszej egzystencji, by ją ofiarowywać Panu.
Na koniec wybrzmiały w kaplicy słowa znamienne: "Modlitwa ubogacona cierpieniem ma wielką wartość i moc! Tyle w życiu osiągniemy, ile przemodlimy!" oraz "Jedno Zdrowaś Maryjo odmówione serdecznie wstrząsa całym piekłem!"
Iwona Cymerman
COC w Archidiecezji Warmińskiej
w Olsztynie
