• Myśli Bł. Luigiego Novarese

    • Bóg, który dał nam wszystko przez ręce Maryi, niczego nie chce udzielić poza tym kanałem, świętym kanałem, kanałem pochodzącym wprost od Boga. Ona jest prostą drogą dla wszystkich, drogą krótką i wolną od pułapek.

57 rocznica narodzin dla nieba Sługi Bożego Angiolino Bonetta

 
 
 

Obchody rocznicy śmierci Sługi Bożego Angiolino Bonetta trwały 3 dni. Rozpoczęły się 25.01 na cmentarzu, gdzie pochowany jest Angiolino. W niedzielę 26.01 odbyła się Msza Św. z udzieleniem sakramentu namaszczenia chorych i błogosławieństwem lourdzkim, w poniedziałek 27.01 odbyła się liturgia chrzcielna, w miejscu gdzie był chrzczony mały Angiolino a 28.01 w rocznicę odejścia do Pana został odmówiony różaniec i została odprawiona uroczysta Eucharystia. W zatłoczonym Kościele, pełnym modlących się uczestników liturgii, upamiętniono Sługę Bożego Angiolino. W swojej wzruszającej homilii ks. Janusz Malski – Moderator Generalny Cichych Pracowników Krzyża, w słowach płynących z serca a jednocześnie z pasją nakreślił postać Sługi Bożego:

„Dla Angiolino cierpienie jest nie tylko wydarzeniem, które należy przyjąć z pogodą ducha, ale także szczególną realizacją określonego powołania. Znaczenie to szczególnie wskazuje na zdanie wypowiedziane do ojca Francesco, który zapytał go, dlaczego nie chce modlić się o uzdrowienie: „Tato, to jest moje powołanie do cierpienia, do samego końca”. Bez Jezusa i Maryi bólu nie można zaakceptować. Angiolino potwierdził swoją przynależność do Mistycznego Ciała Chrystusa poprzez osobistą pasję połączoną z cierpieniami przeżywanymi z miłością przez Odkupiciela dla zbawienia i nawrócenia grzeszników>.”

Dla Angiolina momentem zwrotnym, jego gajem Getsemani, była szkoła zawodowa w Bresci, gdzie rodzina wysłała go na początku jesieni 1960 na kurs przysposobienia zawodowego. Była to dobra szkoła, zdrowe chrześcijańskie środowisko, w którym kształcenie młodzieży powierzono zakonnikom. Nie dane mu było jednak jej ukończyć.

Już na samym jej początku ciężko zachorował, w wyniku czego musiał mieć amputowaną nogę. Od początku jednak ten młody chłopiec był przekonany, że w modlitwie, w miłości do Matki Bożej, w cieple Eucharystii znajdzie siły, aby zachować uśmiech, aby czynić dobro, aby promieniować radością i nadzieją. W pokoju szpitalnym prowadził z innymi chorymi różaniec, a skoro tylko zaczął posługiwać się kulami, jął krążyć od osoby do osoby z misją krzewienia dobra. Dodawał otuchy, wyprowadzał z depresji, rozweselał.

Zbawienie dusz, zadośćuczynienie za zło grzeszników to codzienna myśl przewodnia tego chłopca obdarzonego sympatią i siłą wiary. 21 września 1962 Angiolino złożył śluby we wspólnocie Cichych Pracowników Krzyża. W następnym roku zmarł. Przed śmiercią zwrócił się do swojej mamy z pogodną pewnością: „Powiem ci, kiedy umrę. Zawarłem pakt z Matką Bożą. Kiedy nadejdzie godzina… Ona przyjdzie po mnie! Poprosiłem ją, abym przez Czyściec przeszedł na tym świecie. Kiedy umrę, polecę od razu do Nieba!”.

Módlmy się do Pana, aby przez dar swojej łaski pozwolił nam zobaczyć wkrótce Angiolino czczonego na ołtarzach całego Kościoła i aby był wzorem dla całej młodzieży, szczególnie dla młodych cierpiących ludzi!

Leave a comment